nn5n Foundation
Branch of SCP Foundation
nn5n: Cisza
CiszaRate: 5
Cisza

Dzień ten zaczął się w Strefie 10 jak każdy inny. Strażnicy odpowiedzialni za pilnowanie obiektów zmienili się na początku nowej zmiany, niektórzy naukowcy rozeszli się do domów po nocnym dyżurze, większa część natomiast dopiero przybyła do pracy. Pomimo, że świadome obiekty w większości i tak nie spały, dopiero z pierwszymi promieniami słońca Polska Filia Fundacji zaczynała budzić się do życia. Mówiło się, że wśród personelu byli sami profesjonaliści i wszelkie wykroczenia i niedopatrzenia były surowo karane, jednak ich spora część podczas pracy na nocnej zmianie poddawała się pokusie i ucinała sobie drzemkę podczas pracy. W końcu dwadzieścia minut nie sprawi, że świat się zawali, prawda?

A może jednak?

Rasiewicz przyszedł tego dnia do pracy nieco spóźniony. Korki, tak powiedział portierowi. Ten uwierzył, w końcu to normalna rzecz. Jego bliscy współpracownicy jednak wiedzieli, że Rasiewicz nie ma nawet samochodu, a do pracy dojeżdża rowerem. Dziesięć minut spóźnienia przecież i tak nie sprawi, że świat się zawali, prawda?

Naukowiec poszedł do pomieszczenia zajmowanego przez zespół okrzyknięty mianem „Głosy z Zewnątrz”, na cześć obiektu który badali. Minęło trochę czasu odkąd udało im się osiągnąć ostatni przełom w badaniach i niektórzy członkowie zespołu badawczego zaczynali być poważnie znudzeni stagnacją. Rasiewicz coraz częściej łapał swojego kolegę, Marcina, na graniu w pasjansa na służbowym laptopie. Za każdym razem suszył mu o to głowę, jednak ten był do tego już przyzwyczajony. W końcu partyjka pasjansa nie sprawi, że świat się zawali, prawda?

Rozprężenie dało się czuć wszędzie. Coraz częściej dochodziło do pozornie drobnych zaniedbań czynności przechowawczych, co na szczęście kończyło się bez większych problemów i strat. Ot, pracownik klasy D został ranny lub coś odgryzło któremuś z naukowców fragment służbowego fartucha. To przecież nic takiego, pracownicy wydobrzeją a fartuch można wymienić. Wszystko było nadal pod kontrolą, tylko niektóre obiekty jakby wyczuwały panujące w placówkach rozleniwienie. Nawet wewnętrzny czat personelu zdawał się obumierać. Pojawiały się na nim przeważnie dwa lub trzy wpisy dziennie, przeważnie dotyczące spraw służbowych, albo tego co jest na obiad w stołówce. Plotki i luźne wymiany zdań ustawały.

– Ale co z tego? – mówiono.

Przecież cisza na czacie nie sprawi, że świat się zawali, prawda?

Sytuacja wyglądała na niewinną i zwyczajną. Sprawy te łatwo było przeoczyć i nic nie zwiastowało katastrofy.

Jako pierwszy na tle tych wszystkich spraw wybił się Fostergrant. Od dłuższego czasu było widać, że jest on rozdrażniony i niezadowolony ze stanu rzeczy panującego w swoim służbowym otoczeniu. Często sprzeczał się ze swoimi współpracownikami i ostatecznie zaczął odmawiać wypełniania swoich obowiązków. Z jakiegoś dziwnego powodu, nikt nie przyklepał papierka zezwalającego na wszczęcie czynności dyscyplinarnych. Dlaczego, tego nikt nie potrafił stwierdzić.

Następnie dwójka zagranicznych pracowników, Patrick Sherman oraz Amalia Rachel Levison, przestała pojawiać się w pracy. Z początku praktycznie nikt nie zauważył ich nieobecności, jednak po pojawieniu się pierwszych problemów wysłano dwie osoby do ich miejsc zamieszkania. Gdy osoby te nie skontaktowały się z placówką po kilku godzinach oczekiwania, postanowiono wysłać na miejsce specjalistę od zadań nietypowych. Był nim nikt inny jak Agent Terenowy Brodzik. Każdy nowy pracownik zastanawiał się dlaczego nazywano go agentem terenowym, a nie polowym, jak resztę. Na pytania o to wszyscy tylko wzruszali ramionami i kwitowali je krótkim „To Brodzik”, tak jakby było to zupełnie oczywiste.

Agent wyruszył i powrócił już po kilku godzinach, oddając bez słowa raport. Było na nim zapisane tylko kilka wyrazów:

Nie chcą to nie, próbowałem.

Nikt nie wyciągnął żadnych konsekwencji.

Rasiewicza także w końcu dopadło wszechobecne rozleniwienie i rezerwa do wszystkiego. Od dłuższego czasu wykonywał on swoje obowiązki albo połowicznie, albo wcale. Mimo, że nic nie mówił, jego stan psychiczny również nie zwiastował najlepiej. Naukowiec wydawał się znudzony i załamany monotonią następujących po sobie dni. Niektórzy to zauważyli, ale nikt nie zareagował w stanowczy sposób. Kilka osób zamieniło z nim parę słów, jednak wydawało się to tylko odwlekać nieuniknione. Rasiewicz się wypalał.

Pewnego dnia, tak jak niektórzy przewidzieli, zniknął, a razem z nim zniknęło już naprawione SCP-RP-825.

Dr B███████ widział to wszystko. Chciał temu zapobiec, ale wydawało się że nie ma na to siły. A może po prostu nie chciał? Może mu już zwyczajnie nie zależało?

A może też był już zwyczajnie zmęczony.

Inkwizytor Maciej Tier pozostał tym samym pogodnym i pomocnym człowiekiem jakim był zawsze. Wydawał się tylko uśmiechać nieco smutniej. Może na wspomnienie osób które znał, a których nie mógł już codziennie widywać? A może jemu również udzieliła się atmosfera ogólnego rozprężenia i stagnacji panującej po zniknięciach kilku ważnych osób? Jaki powód by to nie był, Tier nadal starał się za trzech, mimo że posada Inkwizytora sama w sobie była wymagająca i ciążyła na niej duża odpowiedzialność.

Brodzik, B███████ i Tier wydawali się jednymi z niewielu osób które wydawały się w większej mierze odporne na ostatnie wydarzenia, mimo że dało się zauważyć że sytuacja ta odcisnęła na nich swoje piętno.

B███████ jakby stracił przejawiany wcześniej zapał do wykonywania swoich obowiązków. Cały czas je wypełniał, ale nie czerpał z tego już takiej satysfakcji i spełnienia jak uprzednio. Przesiadywał dosyć często w towarzystwie Agenta Brodzika, jakby próbując dowiedzieć się od niego co powinien robić. Ten, jakby czytając mu w myślach, pewnego dnia powiedział:

– Ty jesteś naukowcem, sam powinieneś to wiedzieć.

Badacza wcale to nie zmotywowało.

Mijały dni i tygodnie, a wraz z nimi morale i motywacja w poszczególnych placówkach jakby znikały. Pomniejsze przełamania zabezpieczeń powstrzymywane były z opóźnieniem i jakby tylko siłą przyzwyczajenia, agenci pozyskiwali obiekty jakby z przymusu, a ponadto coraz częściej im się to nie udawało.

Nad Polską Filią zbierały się ciemne chmury. Nie zwiastowały one jednak burzy, a raczej wręcz przeciwnie – ciche dni. Zupełnie jakby w każdym z pracowników drzemała jakaś mała, szkodliwa cząstka, która dopiero teraz zaczynała się budzić.

Filia wydawała się ledwie żywa. Czy rzeczywiście tak było? Gdy ostatnie kroki w białych korytarzach ucichły, było już za późno by się nad tym zastanawiać.


KONIEC?

wersja strony: 4, ostatnia edycja: 09 Dec 2018 09:49
Unless otherwise stated, the content of this page is licensed under Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License

Privacy Policy of website